Inna? cz 2/2
- Kiedy w końcu dziewczyny się pożegnały, Kłótara weszła do domu „Ciekawe, czy są”. O dziwo mama była w domu. -I jak po pierwszym dniu? Masz koleżanki?Co tak późno? -No nawet, koleżanki, raczej, dlatego tak późno, bo przez cały dzień po mieście mnie oprowadzały. O i właśnie w szkole jest taki chłopak, właściwe w moje klasie, który wie o moim wypadku na lodowisku. -Powiedział wszystkim co się stało? -Nie dałam dokończyć, nie chce rozpamiętywać tamtego dnia, an dodatek ma siostrę, przez którą się o tym dowiedział no i... -No i...? -Oni mieszkają nie daleko szkoły no i ja spotkałam, chciał mój autograf, jutro mam jej dać... - Nie martw się na pewno nie wygada, musisz go tylko poprosić. „Nawet mnie nie przytuliła, też mi matka” Kłótara poszła się przebrać, umyła zęby i zasnęła... Drrr zadzwonił budzik, tym razem Kłótara raz dwa się wyszykowała i wyparowała do szkoły. „To nowy dzień, na pewno lepszy od poprzedniego, Dzisiaj biologia, chemia, geografia najlepsze przedmioty, przynajmniej dla mnie” a Kłótara przechodziła koło domu Bena, ten wybiegając z domu i krzyknął:m -Ej Kłótara, czekaj- Kłótara posłusznie się zatrzymała nie wiedząc co się dzieje. -Hej, błagam choć do domu bo Kaśka nie da mi spokoju. -Co? Ja? Ale po co? -Jak to po co po ten głupi autograf. -No dobra ale ja miałam iść do szkoły.. -Jeszcze jest czas- mówiąc to złapał ją za rękę i ciągnął do swojego domu. - O hej, matko Kłótara w moim domu, chodź musisz dać mi autograf. Kłótara musiała podpisać się na plakacie kiedy już to zrobiła dziewczynka zaciągnęła ją do salonu gdzie właśnie kończyli jeść śniadanie jej rodzice i Ben. Przywitali ją miło, Kasia cały czas nawijała o jej zwycięstwach, aż doszła do części wypadku wtedy Kłótara gwałtownie stała -Przepraszam, ale spóźnię się do szkoły- odpowiedziała ze łzami w oczach -Tak masz racje zaraz się spóźnimy, poczekaj idę po plecak. Wyszli z domu chłopaka i szli milcząc nagle się odezwał: -Sory za siostrę, wiesz ona jest po prostu twoja fanka i... -Tak wiem, ale nie przywykłam do tego, że by jakaś dziewczyna ciągnęła mnie za rękę i jeszcze przedstawiała rodzica, mim zdaniem to troszkę... - Tak wiem stuknięte, ona śledziła całą twoja karierę... -Ben mogę cie o coś prosić? -O co? -Proszę nie mów nikomu o tym wypadku, dobrze? -No ok spoko, ale dlaczego nie chcesz o tym powiedzieć -To przeszłość nie chce do tego wracać -No ok, jesteśmy na miejscu- popatrzyli na szkołę. Zabrzmiał dzwonek pierwsze lekcja minęły spokojnie , nastała ostatnia lekcja, biologia. Gdy do klasy weszła nauczycielka Kłótara zamarła. -Witam dzieci, słyszałam,że jest w śród was nowa uczennica- popatrzyła do dziennika- Kłótara dziewczyna nie pewnie wstała”ciekawe czy mnie pozna?” -Matko Kłótara? Co ty tu robisz? Przecież na mistrzostwach... -Dzień dobry pani Lejs. -Ale ty przecież, jak to możliwe? Ty, ty ja widziałam na własne oczy. Dzieci zszokowane paczyły co się dzieje. -Ale jak ty, ty przecież. Ty nie żyjesz, ty umarłaś! -Jak widzi pani stoję tu cała i zdrowa. - To nie możliwe -Jednak możliwe- Uśmiechnęła się Kłótara. Nagle ktoś odezwał się z głębi sali: -Jak to umarła, my nic nie rozumiemy! -Ja mam to opowiedzieć czy ty Kłótara? -Niech pani, mówi, zresztą i tak jedna osoba wie co się stało, tylko, może nie do końca... Wszyscy paczyli po sobie, nikt nie wiedział o co chodzi poza tym jednym chłopakiem. -Spokój dzieci ! Więc chodzi o to, ze ja byłam na Londyńskim festiwalu gwiazd lodu, Kłótara dostał się do finału. Było pięknie robiła piruety, miał doskonałą horografie... w pewnej chwili wyskoczyła ale już nie wylądowała, nie odzyskiwała przytomności, kiedy zniesiono ja z lodowiska, została czerwona plama krwi. Jako, ze przyjaźniłam się wtedy z jej przybraną mamą. Wyprułam z trybun, krew lała się strumieniami z głowy, przez tydzień była w śpiączce, aż pewnego dnia zatrzymało się jej serce...Wtedy uznano, ze to koniec, ze nie da się już nic zrobić. Wtedy urwały się kontakty z jej mamą, powiedziała tylko, ze nie żyjesz i przeprowadziła się do Hiszpanii... -Czy to prawda?- Ktoś wrzasnął, wszyscy paczyli na Kłótarę, która zaciskała dłonie. -Tak to prawda, ja umarłam chyba... -Jak to chyba, wyprawiono ci pogrzeb! -Pogrzeb, ech.. w dniu pogrzebu się obudziłam, chciano odwołać pogrzeb jednak ja się nie zgodziłam. -Czemu? -Czemu? Ja po prostu chciałam uciec od tych spraw od tego dnia. W Hiszpanii przez rok uczyłam się jazdy na łyżwach zdobywałam mistrzostwa, jednak nie zgodziłam się na publikacje twarzy. Wszyscy nie wiedzieli co powiedzieć, nagle zabrzmiał dzwonek, Kłótara jakby nigdy nic spakowała się i wyszła, zostawiając klasę w osłupieniu. Nagle Ula i Ola wybiegły za nią, dogoniły dziewczynę kiedy była jakieś 100metrów od szkoły. -Kłótara czekaj, czekaj!- wrzeszczały dziewczyna przystanęła, nie odwracając się: -Czego chcecie- odpowiedziała chłodno, dziewczyny nie mogły wydusić słowa -Wiecie, że teraz będę musiała się wyprowadzić?! -Czemu niby wyprowadzić? -Teraz wiecie co się stało przez pół roku w Hiszpanii mogłam to ukrywać, ale kiedy się dowiedzieli... Musiałam się tu przeprowadzić... -Może cię odprowadzimy? Dziewczyna tylko przytaknęła, szły nie odzywając się do siebie w końcu doszły na miejsce”muszę je zaprosić do środka, przecież pasuje”. Zaproszone przytaknęły i weszły do środka, to nie był zwykły dom to była willa. -Chcecie coś do picia? -Y.. no dobra może sok? -Już się robi. Dziewczyna wyszła z salonu do kuchni w tym czasie dziewczyny oglądały obrazy... -Łał jakie piękne obrazy, czy to nie Kłótara na łyżwach? Przyglądały się obrazą przedzie była narysowana lub namalowana Kłótara, ale tylko na łyżwach. Kiedy usłyszały, ze się zbliża Kłótara, momentalnie znalazły się na kanapie. -Proszę, widzę że oglądałyście obrazy. -No tak, ale z kąt ty to wiesz? - Nie wiedziałam, właśnie się przyznałyście Teraz dopiero spostrzegły, jak sprytnie je wykiwano. Po paczyły na siebie z dziwnymi mianami. Po chwili zaczęła się rozmowa, właściwie to w niej uczestniczyły tylko Ola i Ula, dziewczyna tylko przytakiwała, i tak spędziły dwie godziny. Do salonu nagle wparowała mama Kłótary. -Dzień dobry- powiedziały dwie dziewczynki - Dzień dobry, widzę, ze masz koleżanki. Kłótara nic nie odpowiedział, tylko popatrzyła chłodno na matkę, zauważyły to dziewczęta -Wiesz my już chyba będziemy lecieć, pa. -Pa.- odparła lodowato. Dziewczyna smutna poszła na górę.,, Co ja sobie myślałam, ze będę miała koleżanki. I to miał być najlepszy dzień jak ja to mówię Nowy dzień, nowe problemy” Dziewczyna szybko zasnęła Dryn, Dryn, Dryn, zadzwonił radośnie budzik , jednak Kłótara nie była wcale radosna” I jak ja niby mam iść do szkoły, no, ale trudno”myślała. Ubrała się pospiesznie, zjadła śniadanie i wyszła, kiedy była koło domu Bena wrzasnął: -Czekaj !- podszedł do niej chwycił za rękę i, podobnie jak ostatnio pociągnął do domu. -Czego chcesz?- zapytała chłodno Dziewczyna. -No wiesz takim tonem- udał obrażenie chłopak zaraz dodając: -Czemu, to ukryłaś, ja nawet nie wiedziałem połowy, tego co ci się przydarzyło? -To jest przeszłość!- Kłótara zaczęła płakać. - Nie płacz, przecież wszystko będzie dobrze... - Nie nic już nie będzie dobrze! Nic słyszysz! Muszę lecieć do szkoły! -Czekaj, czekaj przecież mamy na dziewiątą. - No i co z tego?! - To, że jesteś w bardzo złym stanie, a do szkoły nie ma daleko, musisz ochłonąć. -Jak, to nie ma daleko? Przecież jestem u ciebie, a twoja siostra... -Nie ma dzisiaj nikogo w domu oprócz mnie, możesz zostać... -Mogę, ale nie muszę! -Musze iść, przepuść mnie!!! Ben nie dawał za wygrana złapał dziewczynę za rękę, a ta nagle upadła na ziemie, zemdlała. Ben nie wiedział co się dzieje podniósł dziewczynę i położył na kanapie. Próbował ja budzić: -Kłótara, halo , Kłótara obudź się. Dzwonie po pogotowie! Gdy brał telefon coś go zatrzymało, a raczej ktoś, to byłą Kłótara złapała jego rękę i odparła cicho: -Błagam nie dzwon nigdzie. -Ale, jeśli, to coś poważnego? Kłótara wyrwała mu telefon, wtedy chłopak zrozumiał ze nic jej nie jest, ze, to tylko chwilowe. Kłótara usiadła, a Ben przyniósł gorąca herbatę, dziewczyna nawet na niego nie spojrzała. -Powinnam już iść, spóźnię się do szkoły... -Jest dopiero ósma, a do szkoły, to jakieś dwie minuty drogi. -Nie chce przeszkadzać... powinnam już iść. Kłótara gwałtownie wstała, straciła równowagę i upadłą na kanapę. - I oto dlaczego nie powinnaś iść do szkoły- odparł uśmiechając się chłopak. -Ja muszę iść , ja nie mogę... ałł- dziewczyna Krzyknęła z bólu łapiąc się za głowę, nie wiedziała co się dzieje, zresztą Bena też. Kłótara upadła na kolana i zaczęła krzyczeć cały czas łapała się za głowę. Świat wokół jej wirował „ co się dzieję ? Co jest ał co za bul, tylko, żeby nigdzie nie dzwonił” chłopak nie wiedział co robić Kłótara przecież wzięła mu telefon i nie wiadomo gdzie położyła. Co robić co robić zastanawiał się spanikowany chłopak. Zorientował się, ze nikt już nie krzyczy spojrzał zdezorientowany na Kłótarę. Ona nadal trzymała się za głowę, pomógł jej wstać. -Nic ci nie jest? Co, to było? -Nie nic, nie wiem-odparła cicho ,tak ze sama nie wiedział, czy on, to usłyszał. Pomógł jej wstać było już ósma trzydzieści. -Przepraszam.-odpowiedział cicho dziewczyna. -Za co ty mnie przepraszasz? -Za to , co się właśnie stało powinnam już iść. -Zaczekaj pójdę z tobą! Wzięli plecaki i wyruszyli byli bardzo wcześnie, jednak patrzyli paczył tylko na Kłótarę „pewnie już cała szkoła wie” posmutniała. Poszli do szatni, by przebrać obuwie, położyli plecaki koło klasy i udali się na podwórko. Było pięknie słonecznie, wszyscy byli szczęśliwi oprócz jednej osoby ,,Muszę podjąć decyzje, czy mam wyjechać, nie nie wyjadę nie ma mowy zostanę tu dla niego, dla nich” Na każdej lekcji Kłótara była opserowowana nie tylko przez uczniów, ale także przez nauczycieli. Wszyscy paczyli na nią wyczekująco, co się stanie, jaki będzie jej następny ruch, tylko jena osoba paczyła, inaczej, bardzo bliska łyżwiarce, chłopak, który ją rozumiał. Tak mijały lekcje po lekcji. Na wuefie Kłótara skręciła kostkę. -Dojdziesz do domu?- zapytał się dyrektor -No chyba tak... -Ile masz do domu? -Cóż, jakieś cztery kilometry. -Cztery kilometry- wrzasnął dyrektor, a nie ma cie ktoś odprowadzić? -Nie sądzę, nikt nie ma po drodze. -Może znajdzie się ochotnik? -Słuchajcie- zwrócił się do uczniów-, kto mógł, by odprowadzić Kłótarę do domu ? -My -uśmiechnęły się szeroko Ola i Ula.”Tylko nie one” pomyślała Dziewczyna. Czekając na dziewczęta do Kłótary podszedł Ben. -Mogę cię odprowadzić, jeśli chcesz. - Wiesz niestety dziewczyny maja mnie odprowadzić, nie chcę ci robić problemu... - Nie co ty, jaki problem.. o idą dziewczyny, do jutra przyjdziesz no nie? -Pewnie, do jutra. Chłopak przytulił dziewczynę i ruszył do swojego domu. Ola i Ula, to widziały podbiegły do dziewczyny chciały już coś powiedzieć, ale ich wyprzedziła: -Możemy już iść? -Taaak- odparły lekko zdziwione. Dziewczyny szły cicho „Coś za cicho, one zazwyczaj paplają, z drugiej strony taki spokój mi odpowiada” myślała kulejąc”gorzej już nie będzie” Najpierw odezwała się Ola: -Może pójdziemy do parku? - To świetny pomysł co ty na, Kłótara odpoczniesz sobie? -A mam jakiś wybór? -Nie- odparły równocześnie. W parku było pięknie, spokój, cisza, tak jak lubiła dziewczyna. Kwilę kręcąc się po parku usiadły na ławce. Milczały i wsłuchiwały się w śpiew ptaków, było pięknie cudownie. -Ładnie tu, no nie?- powiedział Ola po chwili ciszy odparła Ula: -Tak tu jest przepięknie spokój cisza, nic się nie dzieje.





